Bajka o grzybach - odcinek 5.


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
Ostatni odcinek zakończył się w niewesołej dla księcia sytuacji, gdy spotkał się on ze smokiem oko w oko, a właściwie para oczu kontra trzy pary smoczych ślepi. Po poradzeniu sobie z tymi drobnymi trudnościami książę udał się w dalsza drogę ... dobra! dobra! skończcie już obrzucanie mnie tymi nadgniłymi produktami żywnościowymi - spróbuję opowiedzieć o tym trochę dokładniej. Żadnego poszanowania dla minstreli w dzisiejszych czasach.

Książę gorączkowo poszukiwał sposobu zmiany położenia, w którym się znajdował, lecz nic jakoś nie przychodziło mu do głowy, jak to zwykle bywa w takich przypadkach. Gdyby jeszcze można było zagadać bestię, ale smoki mówią tylko w bajkach. Zaraz, przecież to jest właśnie bajka! Książę odezwał się więc uprzejmie: - Witam Szanownego Gospodarza tej jaskini! Jestem księciem z sąsiedniego kraju, przejeżdżałem nieopodal i pomyślałem, że mógłbym odwiedzić tak szacowną, lecz ostatnio trochę zapomniana personę!.
- Coś kręci, próbuje nas omamić słowami - odezwała się smocza głowa po lewej
- A może jest po prostu uprzejmy, ty nawet nie znasz tego słowa - zripostowała głowa po prawej, zaś środkowa głowa zachowując kamienny wyraz twarzy (jeśli można tak powiedzieć o smoczej paszczy) odpowiedziała księciu lekko sycząc:
- Jesteśmy smok Dorato i nie zwykliśmy witać serdecznie nieproszonych gości, zwłaszcza takich, którzy próbują nas ograbić! Jeśli myślisz przybyszu, że wyniesiesz stąd choć jedną błyskotkę to jesteś w błędzie, pewnie nawet nie wyniesiesz stąd swych własnych kości.
- A to dobre! Nie wyniesie ani złota, ani kości! Ha! Ha! Ha!
- zaryczała lewa głowa
- Ale ja wcale nie chcę wynosić żadnego złota, szukałem tylko grzybów!
- Czego? Czy ja dobrze słyszę: grzybów? Szukać grzybów w jaskini smoka! Musisz być chyba naprawdę szalony, książę! Ha! Ha!
- także środkowa głowa wyszczerzyła zęby w uśmiechu
- I pewnie nazywasz się jeszcze Hamlet, czyż nie tak książę? - to dołączyła się i prawa głowa do rechotania. Książę lekko uśmiechnął się, aby pokazać że również jego bawią dowcipy smoka, co mogło mu uratować skórę.
- Dobrze książę, ubawiłeś nas trochę, więc nie rozszarpiemy cię od razu na kawałki, ale jeśli chcesz wyjść cały z tej jaskini musisz nam zapewnić jeszcze trochę rozrywki, gdyż ostatnio niewiele miewamy gości i nawet dziewice są już ostatnio wielką rzadkością i nudzi się nam trochę.
- Znam parę bajek, choćby o dziewczynce z zapałkami i księciu!
- Żadnych bajek, bajki są dla grzecznych dzieci, czy my na takie wyglądamy?

Książę musiał zaiste przyznać, że trudno było uznać smocze głowy za grzeczne
- To może w cos zagramy? Na przykład w kości?
- Tak, w kości! Pełno ich tutaj leży wokoło, tu piszczel, tam żebro, ty też masz jeszcze trochę w sobie, zabawimy się w rozwłóczenie ich po okolicy!
- Nie o takie kości mi chodziło, raczej o kostki służące do gry
- A są takie?
- zdziwiła się lewa głowa,
- Pewnie że są głupolu - odcięła się prawa głowa
- Mam gdzieś tu kilka ładnych kości z brylantów, chyba się nadadzą, ale nie wiemy jeszcze, w co możemy zagrać, decyduj się książę - to odezwała się środkowa smocza głowa.
- Może w dziesięć tysięcy, to stara i ciekawa gra.
- Faktycznie bardzo stara, starsza ode mnie, sto wieków, no, no!
- A ten znowu coś bredzi, to tylko nazwa gry, a nie jej wiek, pusta dynio!
- Spokój tam oboje! Znamy te grę, przynajmniej większość z nas, ale pozostaje jeszcze kwestia stawki gry, ty nie masz chyba zbyt wiele książę
- Stawka niech będzie ten grzyb, który tutaj rośnie, a postawię dwa inne, które przywiozłem ze sobą
- zaproponował książę.
- Dziękujemy, wolimy raczej dania mięsne, a właściwie i tak możemy zabrać ci twoje grzybki, więc co to za stawka? Ale niech będzie, skoro to i tak tylko dla rozrywki, ale jeśli przegrasz książę, dołożysz kości, własne!
I gra rozpoczęła się. Książę z początku nie miał szczęścia, dopiero w czwartej kolejce udało mu się wejść do gry, prawa smocza głowa zajmowała się obliczaniem wyników, środkowa gra, lewa zaś była entuzjastycznym, ale mało pojętnym kibicem rozgrywki. Później szło już księciu lepiej, a kiedy w kolejnej kolejce wyrzucił pięć jedynek odetchnął wreszcie z ulgą.
- To było interesujące zajęcie, książę masz tu swojego grzyba, zasłużyłeś na niego, a za podsunięcie dobrego pomysłu na nudne dni masz tu jeszcze te brylantowe kości, które przyniosły ci szczęście, mamy jeszcze sporo takich. A tak właściwie, to po co ci te grzyby? Dziwne upodobania jak na księcia.
Książę opowiedział więc o grzybnym konkursie i dotychczasowych swych osiągnięciach. Kiedy wspomniał o handlu z krasnoludem smok sięgnął pod skrzydło pazurem i wyciągnął pierścień.
- To chyba twój rodowy pierścień książę, weź go sobie, mamy ich sporo, a ten jest tu dopiero od wczoraj, rozstaniemy się z nim bez wielkiego żalu. Żegnaj książę.
- A zajrzyj tu od czasu do czasu na małą rozgrywkę
- I wyrzuć tego maślaka z torby, bo zaczyna już śmierdzieć! ha! ha! ha!

I tak książę opuścił jaskinię smoka, który wcale nie okazał się taki straszny, bogatszy o doświadczenia, kolejnego grzyba i na dodatek brylantowe kości. Ten dzień rzeczywiście będzie chyba udany.


A co było wcześniej? A co było później?
Copyright © 1998 by Leszek Kaszubowski
Ostatnia modyfikacja: 1999-08-01